Aktualności

Karkonosze bez GOPR-owców?

Dodano: 2014-11-11
Brakuje chętnych do pracy w Karkonoskiej Grupie GOPR, która obsługuje cały teren Sudetów Zachodnich. Zdaniem naczelnika placówki, ludzie odchodzą z tej pracy z powodów finansowych.

- W ciągu roku może nas być za mało - powiedział naczelnik Sławomir Czubak.

Karkonoska Grupa GOPR ma 14,5 etatu dla ratowników zawodowych, zaś skład zespołu uzupełniają ochotnicy, którzy biorą udział w akcjach ratowniczych społecznie.

- Wynagrodzenie ratowników zawodowych jest zbyt niskie, więc ludzie odchodzą do innej pracy. Jest też problem z nowym naborem. Ostatnio odeszły trzy osoby, a ja otrzymałem tylko jedno podanie o pracę. W praktyce nie mam szans na wybór pracownika - powiedział naczelnik.

- Nie ma środków na płacenie nadgodzin, więc ratownicy zawodowi, gdy je wypracują w akcji, odbierają je w formie wolnych dni. To jeszcze bardziej komplikuje sytuację - dodał Czubak. Naczelnik zaznaczył, że wyszkolenie ratownika sporo kosztuje, dlatego takie straty kadrowe są szczególnie bolesne.

- Ratownicy ochotnicy również nie zawsze są do dyspozycji, ponieważ mają swoją pracę i obowiązki. Wielu mieszka daleko. Gdybym teraz ogłosił alarm, nie wiem, czy mógłbym liczyć choćby na dziesięciu - powiedział naczelnik.

Działalność Karkonoskiej Grupy GOPR jest finansowana przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Część pieniędzy pochodzi z dotacji Karkonoskiego Parku Narodowego, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego i z wpłat sponsorów. Zdaniem naczelnika, sytuacja wymaga rozwiązań systemowych, które doprowadzą do uzawodowienia służby i finansowania jej z budżetu państwa.

Obecnie MSW płaci tylko za same akcje ratownicze. Park dzieli się wpływami z biletów, co wynika z ustawy, a dotacja samorządu jest dobrowolna.

- Z parku i urzędu otrzymujemy po 350 tys. zł. To bardzo znaczące kwoty dla naszego budżetu. Problem jest ogólnopolski, ale dotyczy wąskiej grupy zawodowej. Alarmujemy wszystkie możliwe instytucje, by pomogły go rozwiązać. Na razie bez skutku - powiedział Czubak.

Również zdaniem dyrektora Karkonoskiego Parku Narodowego Andrzeja Raja, problem można rozwiązać tylko przez systemowe finansowanie służb ratowniczych.

- Parkowi i GOPR wspólnie zależy na bezpieczeństwie turystów, współpraca jest dobra. Zgodnie w ustawą przekazujemy część pieniędzy z wpływów z biletów, jednak to jest trochę "chory" układ, gdy jednemu niedofinansowanemu podmiotowi środki musi przekazywać drugi, który również szuka wpływów do dopięcia budżetu np. poprzez projekty unijne - powiedział Raj.

W ocenie dyrektora górskie parki narodowe na działalność wszystkich jednostek GOPR w Polsce przekazują ok. 2 mln zł, co jest kwotą do udźwignięcia przez budżet państwa. - A co stanie się w sytuacji, gdy wpływy z biletów drastycznie spadną. Czy wówczas GOPR przestanie działać? Nie ukrywam, że taka kwota ok. 350 tys. zł jest dla nas ważna, bo pozwoliłaby pozyskać prawie 2 mln zł z projektów unijnych. Chodzi jednak przede wszystkim o zmianę absurdalnego sposobu finansowania ratownictwa - podkreślił dyrektor parku.

Rzecznik MSW Małgorzata Woźniak poinformowała, że w resorcie trwają analizy nad możliwością zwiększenia środków finansowych na wzrost płac ratowników w ramach etatów.

Karkonoska Grupa GOPR jest stowarzyszeniem i swym działaniem obejmuje teren Sudetów Zachodnich, m.in. w Górach Izerskich, Karkonoszach, Górach Kaczawskich, Rudawach Janowickich oraz Wzgórzach Bramy Lubawskiej, gdzie rocznie na ponad 700 km szlaków przebywa prawie 4 mln turystów. Rocznie ratownicy biorą udział średnio w 380 akcjach.

Źródło: Money.pl

« Wróć zobacz więcej aktualności »